Zimowe wspomnienie lata

Srebrne światło księżyca na śniegu biel pada,
Ścinając mrozem wodę, bezdenną i ciemną…
Tak cicho wokoło, że własny oddech słyszę,
Stojąc na moście i patrząc w drogę przede mną.

Pamiętam ciągle ten wieczór, gdy w duszy mojej
Pękło ogniwo wiodące na szlak przez innych
Utarty… a oczy moje tam się zwróciły,
Gdzie blask ciepła gaśnie, czując dotyk rąk zimnych…

Każdego dnia szłam wciąż coraz bliżej, aż w końcu
U bram stanęłam, z głową nisko opuszczoną,
Bojąc się spojrzeć na to, co nieuniknione,
Na drżących nogach i z duszą strachem zmrożoną…

Okowy puściły, bramy otwarto, a ja
Wbrew głosom rozsądku ich progi przestąpiłam…
Poczułam wokół czerń głęboką, bezmierną,
Kojącą strach. I wiedziałam, że nie zbłądziłam.

Skomentuj