Mieć dokąd wrócić…

Ostatnimi czasy zgłębiam literaturę historyczną, dotyczącą głównie okresu Średniowiecza i Renesansu w Europie. Szczególnym moim zainteresowaniem cieszy się życie społeczne i ogólnie kulturowość ówczesnych ludzi. Wśród książek na specjalną uwagę zasługuje pozycja Czarna Księga Inkwizycji - najsłynniejsze procesy. Jest to rzetelne opracowanie, sięgające do dokumentów źródłowych. Z jednej strony autorzy (Natale Benazzi, Matteo D’ Amico) weryfikują “inkwizycyjny mit”, jaki narósł był przez lata i potwierdzając, że np. częstość wykorzystania tortur była dużo mniejsza niż w przypadku tzw. sądów świeckich. Z drugiej strony jednak - pokazują, w jak mistrzowski sposób Inkwizycja działała na polu terroru psychicznego w stosunku do całych społeczności, roszcząc sobie prawo do władania sumieniem i uczuciami człowieka. Często cytowanym w książce dokumentem źródłowym jest Podręcznik inkwizytora, autorstwa N. Eymericha, wydany w XVI wieku. Oto cytat, który pokazuje istotny cel działania tej instytucji:

Pamiętać trzeba, że podstawowym celem tak procesu, jak i kary śmierci nie jest zbawienie duśzy oskarżonego, ale terroryzowanie ludu, dla dobra publicznego. [...] Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że wychowywanie ludu i utrzymywanie go w strachu, poprzez wyroki, jest rzeczą dobrą i pożądaną.

Ten cel de facto usankcjonowany był literą prawa, ujęty w ściśle i prezycyjnie zdefiniowane procedury “prawne”. I wszystko to sprawiało, że Inkwizycja była sprawnie działającym organem biurokratycznym, bezwzględnym w swojej precyzji w wywoływaniu w całych społecznościoach lokalnych atmosfery strachu i sprawiającym wrażenie ziemskiej, doczesnej implementacji Sądu Bożego.
Ta niezbyt gruba książka jest pod tym względem literaturą wstrząsającą, szczególnie, gdy jest czytana przez kogoś, dla kogo wolność sumienia, religii / wyznania jest dobrem osobistym i niepodważalnym, a jednocześnie mającego wykształconą wyobraźnię - bo w tym momencie nietrudno sobie wyobrazić sytuację zwykłego człowieka w owych czasach. Nad którym cały czas widnieje groźba - nie tortur - ale kompletnej banicji, wykluczenia ze społeczeństwa - za własne, osobiste myśli i uczucia.

I to jest straszne i wstrząsające. I dlatego cieszę się, że żyję w tym, a nie tamtym czasie, i że mogę, kiedy tylko tego potrzebuję, odnaleźć spokój skołatanego ducha ;) w Śródziemiu. Tymi słowami zamykam przeczytaną w jednej czwartej książkę, o której mowa w niniejszym tekście i oddaję się lekturze Władcy Pierścieni.

Inaczej nie da rady.

Skomentuj