Niniejszy tekst jest luźną, samodzielną literacką impresją, umiejscowioną w Śródziemiu IV Ery, a potrzeba jej stworzenia wynikła z dawnej już lektury krótkiego opowiadania autorstwa Dagnerie, w którym to przez chwilę wirtualnie goszczę w jej świecie.

Być może tekst ten stanie się jednym z kawałków całej mojej własnej opowieści, w której jest ciągle bardzo dużo dziur. Chwilowo jednak wena twórcza tą akurat drogą domagała się swojego głosu :)

***

Potok z jednostajnym szumem toczył swoje wody. Tu i ówdzie promienie słońca rozszczepiały się kolorami tęczy na kropelkach wody, unoszących się w powietrzu przy wodospadzie.

Po raz kolejny przeczytałam list, jaki przekazał mi Eldacil podczas mojej ostatniej wizyty w Minas Tirith. Westchnęłam głęboko i zamyśliłam się, czując, jak targają mną wątpliwości.

Treść listu, napisana energicznym i wyraźnym charakterem pisma, była krótka i rzeczowa. Oto władca jednego z krajów w Haradzie poszukuje osobistego nauczyciela fechtunku dla swojego dorastającego syna i prosi o polecenie mu kompetentnych w tym zakresie osób. Oferując roczne utrzymanie wraz z wysoką zapłatą za udzielane przez ten czas, codzienne lekcje.

Wróciłam pamięcią do rozmowy z Eldacilem.

- Wiesz dobrze, że do nauki szermierki mógłbym polecić co najmniej kilku dobrych nauczycieli. A tutaj chodzi jeszcze o coś innego - siwowłosy wojownik rozłożył mapę i dotknął drewnianym wskaźnikiem miejsca, gdzie leżał ów kraj.

- Jak rozumiem, istnieje tam coś, na co powinnam zwrócić uwagę. Czyli mam do wypełnienia misję zwiadowcy?

Na twarzy Eldacila malowała sie powaga.

- W pewnym sensie. Jestem pewien, że bez problemu dostrzeżesz dowody czegoś, co podejrzewam od już długiego czasu.

Uspokoiłam przyspieszone bicie serca, domyśliłam się bowiem, o co chodzi Eldacilowi.

- Magii - stwierdziłam, choć planowałam spytać.

- Konkretnie nekromancji.

W komnacie na dłuższą chwilę zapanowało milczenie. Serce znów zaczęło bić mi szybciej.

- A nie uważasz, że ten list może być zwyczajnie pułapką? Wiesz, Eldacilu, życie jest mi miłe i po tym, co już przeżyłam, nie mam specjalnie ochoty znów nadstawiać karku.

- Nie sądzę. Jakiś czas temu wysłałem tam zaufanych ludzi jako kupców. Ów władca ma własne, osobiste powody, aby maksymalnie dobrze wykształcić syna. Sam bowiem obawia się konkurencji i utraty władzy. I szuka kogoś… z zewnątrz, spoza własnego kraju. Niepokoi mnie ta cała sytuacja. Tam, na południu rośnie siła, opierając się na czymś, co w naszym świecie odbierane jest jako legenda.

- I ja mam pomóc temu władcy, a pod pozorem tej pomocy zdobyć wiadomości i dowody na praktykowanie przez niego nekromancji oraz wyśledzić jego strategiczne plany?

Eldacil podszedł do mnie zacisnął dłoń na moim ramieniu. Na jego twarzy malowała się rozterka i zmieszanie.

- Wiem, że nie jestem w porządku prosząc cię o to. Też boli mnie związana z tym konieczność opuszczenia przez ciebie domu. I… rozstania. Jeśli odmówisz, zrozumiem. Ale z drugiej strony jesteś jedyną osobą, która oprócz umiejętności fechtunku, potrafi coś więcej… sama wiesz, co. Przemyśl to. Proszę.

Popatrzyłam mu w oczy.

- Dobrze. Przemyślę. Ale w przypadku gdybym się podjęła tego zadania, będę cię prosić o jedną, przyjacielską przysługę.

- Cokolwiek zechcesz - w oczach Eldacila widać było gotowość na wszystko. Tak bardzo ci zależy, pomyślałam. Dlaczego?

- Odwiedź czasami dolinę. Odwiedź… JEGO.

***

Na ramieniu poczułam znajomy, chłodny dotyk. Podniosłam głowę i spojrzałam na tak dobrze znaną postać.

- I jaka jest twoja decyzja? - spytał.

- Nie wiem. Ale chyba powinnam sie zgodzić.

Usiadł obok na płaskim kamieniu.

- Wiesz, że to ważna sprawa. Rok minie szybko. Wiele się nauczysz, a może i zyskasz wdzięczność u kogoś, o kim nie wiesz jeszcze, że w ogóle istnieje? - Objął mnie przyjacielskim gestem. - Gdybym miał złe przeczucia, odradzałbym. Zachowaj tylko maksymalną ostrożność… i nie zdradź się. Tamten kraj… - zamyślił się na chwilę. - owszem, sięga w stronę sił, w których władaniu i ja w pewnym sensie ciągle jestem. Ale on się z czasem pogrąży w pętli własnego obłędu i nienazwanych pragnień i nie będzie w stanie samodzielnie jej przerwać. Chyba, że tobie się uda pozostawić tam coś, co może się okazać niegdyś nieocenioną pomocą. A Eldacil ma rację, proponując tobie to zadanie - znasz broń, którą włada tamten… człowiek. I jej ograniczenia.

Pod wpływem tych słów poczułam lekką ulgę. Mój mistrz i przyjaciel miał rację. Uśmiechnęłam się do niego lekko i skinęłam głową.

- W porządku zatem. Z taką intencją tam pojadę.

- Chodź ze mną - wstał i podał mi rękę.

Weszliśmy do izby stojącego opodal drewnianego domu. Domu, który stał się miejscem, o jakim nigdy nie marzyłam, ale które zdawało się spełniać jednocześnie najśmielsze, choć nigdy nie nazwane pragnienia.

Mój przyjaciel ze stojącej w kącie skrzyni wyciągnął nieduży połyskujący srebrzyście krążek z przyczepionym do niego rzemieniem i podał mi. Wykonany był ze zwykłej stali, przedstawiał skomplikowany wielokąt wpisany w krąg z misternie splecionych roślinnych ornamentów.

- To jest talizman, który pomoże, choć w ograniczony sposób, przesłać to, co zobaczysz lub też usłyszysz. Dzięki niemu powinnaś też odbierać bliżej moją obecność. Myślę, że pomoże to nam obojgu. Jest również bardzo trudny do wykrycia przez jakiekolwiek próby magicznej identyfikacji. Noś go głęboko, lepiej, aby nikt go nie widział - to mówiąc wziął talizman i założył mi go na szyję.

- Dziękuję - odpowiedziałam, wsuwając talizman pod koszulę. Poczułam na piersi chłodny dotyk metalu. - Wiesz… - spojrzałam na towarzysza. - Chyba nie powinnam mieć tam przy sobie miecza, który mam od ciebie. Może zwrócić uwagę tamtego władcy.

- Nie ma problemu - w brzmieniu jego głosu wyczułam uśmiech. - Mamy jeszcze trochę czasu, zrobimy więc wspólnie taki, który nie będzie się rzucać w oczy. Prosty, ale godny nauczyciela. A ten - wskazał na leżącą na stole broń - zostaw mi pod opieką.

Roześmiałam się.

- Przecież nikomu innemu bym go nie dała.

- W takim razie za wspólne dzieło. I za powodzenie misji na dalekim południu - wyciągnął do mnie ręce. Uścisnęłam je mocno i przez dłuższą chwilę staliśmy tak w milczeniu, patrząc na siebie. - Chodźmy - pociągnął mnie w stronę wyjścia i udaliśmy się do kuźni.

Miesiąc później byłam już gotowa do drogi. Doszliśmy razem prawie do wylotu doliny.

- Weź jeszcze to - podał mi niewielkie, niezbyt ciężkie mocno ściągnięte rzemieniami zawiniątko. - Jestem pewien, że się przyda.

- Dziękuję… co to jest? - spytałam zdziwiona.

- Zobaczysz, jak już dotrzesz na miejsce. Uważaj na siebie.

- Ty również. Nie mam zamiaru spędzić tam ani dnia dłużej, niż będzie to niezbędne.

- Będę czekał, aż wrócisz.

- Poprosiłam Eldacila, aby cię odwiedził od czasu do czasu, o ile tylko sie zgodzisz. On i tak o wszystkim wie, a na pewno nie zabraknie wam wspólnych tematów. Jeśli nie masz nic przeciwko, przekażę to Eldacilowi po drodze.

- Mnie? Odwiedzi? Tutaj?… - w głosie mojego mistrza zabrzmiało zdziwienie. - Dziękuję… Ale nie spodziewałem się… - dodał po chwili.

Uśmiechnęłam się.

- Owocnych rozmów wam obu życzę. A wino jest w spiżarce, gdyby było mu potrzebne… na rozluźnienie - dodałam po chwili i mrugnęłam porozumiewawczo.

Wyczułam uśmiech z jego strony - znacznie mocniej niż kiedykolwiek. To przecież talizman, uświadomiłam sobie, jednak tą chwilę przede wszystkim chciałam zapamiętać.

Na pożegnanie uściskaliśmy się jak dobrzy, wieloletni przyjaciele.

Przyjaciele, dla których wspólna droga rozpoczęła się goryczą, strachem i poczuciem nieskończonej samotności, a potem stała się jedyną możliwą, której towarzyszy szczęście, mimo że nie jest ono łatwe, pomyślałam. I choć ciekawość i chęć ujrzenia dalekiego kraju, o którym tak wiele słyszałam, gnała mnie naprzód, to wiedziałam, że tym większa będzie moja radość, gdy wrócę.

3 komentarzy do “Krótka historia długiej podróży - cz.1.”

  1. 14 lipca 2010 @ 20:38Tici

    O!!! Twoja wena jest niezwykle kapryśna, obdarzając Cię okruchami tak “rozsypanymi” w czasie i przestrzeni. Powoduje, że czytający wystawiony jest na ciężką próbę - ma ochotę domagać jeszcze, teraz, zaraz, natychmiast, a jest też świadomy, że musi cierpliwie czekać.

  2. 17 lipca 2010 @ 17:58Dagnerie

    Ojej ^^ Jak to się ładniutko tu zmieściło i w ogóle :D Jestem bardzo mile szoknięta, nie sądziłam, że mogę być dla kogoś wenogenna, hieh ;) I czekam na więcej, koniecznie! ^^

  3. 04 września 2010 @ 20:56Żabie kumanie

    Piszącą piękne i mroczno-filozoficzne opowieści ze Śródziemia zapraszam do zabawy w “To lubię”, bo zdecydowanie ten blog lubię!
    http://zabiekumanie.blogspot.com/2010/09/jesien.html
    Pozdrawiam,
    Żabie kumanie:)

Skomentuj