Zwykły, niezwykły dzień…

Zimny, silny wiatr przeganiał chmury, z których co jakiś czas padał lodowaty deszcz. Zapadał szary, smutny zmierzch, kiedy po wyczerpującym dniu stanęłam u wejścia do skalnego schronienia.

Czułam każdy mięsień, omdlałe z wysiłku ramiona odmawiały posłuszeństwa, gdy układałam drewno w palenisku. Gdy w końcu udało mi się rozpalić ogień, miałam wrażenie, że obolałe ciało chłonie jego ciepło tak, że nie starcza go na ogrzanie pomieszczenia.

Ściągnęłam z siebie kolczugę, której ciężar wydawał mi się już nie do zniesienia. Z westchnieniem ulgi usiadłam przy ogniu, który trzaskał coraz żywiej i weselej, jakby na przekór panującej aurze… i mojemu nastrojowi.

Ile to już tygodni? - zadałam sobie w myślach pytanie. Wydawało mi się, że minęły całe lata od tego chłodnego poranka, kiedy otworzyłam oczy i ujrzawszy blady błękit nieba poczułam, że wraca we mnie życie.

A może właśnie wtedy się zaczęło naprawdę?

Każdy dzień zdawał się być taki sam, upływał pod znakiem walki z własnym zmęczeniem, bólem mięśni doprowadzanych do skrajnego wysiłku, gorzkiego smaku skalnego pyłu, szczęku broni. Zasypiałam, analizując w podświadomości własne błędy taktyczne, zbyt wolne reakcje i przegapione momenty, które mogłam wykorzystać do przejęcia inicjatywy w walce. Analizowałam, myślałam, raz jeszcze przeżywając w wyobraźni walkę, obserwując ją z boku, w zwolnionym tempie. I tak naprawdę każdy następny dzień, choć tak podobny do poprzedniego, przynosił jakąś zmianę.

Czas tyle potrafi zmienić… Jego bieg przypomina mozolną wędrówkę wokół niedostępnej góry, która straszy poszarpaną granią i podciętymi urwiskami. Przejdziesz jednak kawałek drogi, choć ciężkiej, i gdy drżąc ze zmęczenia spojrzysz z innego miejsca, być może wypatrzysz ścieżkę, która pomoże ową górę zdobyć?

3 komentarzy do “Zwykły, niezwykły dzień…”

  1. 23 kwietnia 2010 @ 21:45Tici

    Ej, jestem zawiedziona… Myślałam, że to kawałeczek dalszej opowieści, więc popędziłam dalej szukać tego, co się wydarzyło wcześniej. I nie znalazłam…
    Ale niezależnie od tego, z czym to się dla mnie wiąże, scena jest niesamowicie klimatyczna. Można wręcz poczuć panujący tam chłód, ognisko i zmęczenie.
    Niestety, tu i teraz ciężko się aż tak skupić na walce…

  2. 23 kwietnia 2010 @ 23:38Zair Ugru-nad

    Nie wyjaśniłam tego, bo nie miało to zasadniczo sensu - ale ten wpis jest trochę literacko rozbudowanym opisem mojego ostatniego snu ;-) Po prostu chyba potrzebowałam jakoś to wszystko nie wiem… oswoić na swój sposób?

    A ciąg dalszy pisze się, choć wolniej niż myślałam, ale praca nad Antologią oraz kończenie stronki ARMA-PL skutecznie mi to spowalnia. Ale myślę że niedługo będzie :-) Zresztą i tak najpierw Ci wyślę :)

  3. 28 kwietnia 2010 @ 18:52Tici

    a zatem czekam :)

Skomentuj